Tak ciężko odejść…
‘…leciuteńko na paluszkach’
Czasem dlatego, że życie postawiło nas w takiej a nie innej sytuacji. Że gdyby nie ta koniunktura, bez trudu można by iść razem dalej. Cieszyć się i płakać. Dlatego, że wciąż jesteśmy sobie bliscy, mimo że już nigdy nie wypadnie nam iść tą samą drogą.
‘Szczotkujemy wycieramy
Buty nasze twarze nasze
Żeby śladów nie zostawić
Żeby śladów nie zostało’
Chyba łatwiej, jeśli relacja między nami jest relacją partnerską, w sensie niekoniecznie uczuciowym. Jeśli traktujemy się na równi i uznajemy wzajem swoje prawo do wolności. Wolności do samodzielnych wyborów. Wtedy boli trochę mniej. Wtedy wciąż cieszą wspomnienia, wtedy wiemy, że, tak naprawdę, nie palimy mostów, że, za obustronną zgodą, można powrócić.
‘A jak wielki wiatr się zdarzy
Wielka bieda puszczą cumy’
Inaczej jest w sytuacji słabej więzi, gdy wzajem niewiele sobie zawdzięczamy. Kiedy perspektywie rozstania powiemy sobie wyraźnie o naszych zamiarach, jesteśmy traktowani jako postępujący w porządku wobec wszystkich -przecież zawsze mogliśmy odejść bez słowa, wielu czyniło to przed nami, przysparzając tym samym innym kłopotu…
‘I polecą w stratosferę
Przygarbionych w pustym polu
Bez oparcia bez osłony
Bez niteczki choćby coby
Przytwierdzała nas do ziemi’
Najtrudniej odchodzić w sytuacji zniewolenia. Gdy więź silna jest o tyle, o ile jest uwięzią- starannie maskowaną i zwykle „opierającą się” na pewnej idei.
‘Zatrzepocą się zatańczą
Miasta nasze domy nasze’
Decyzja o zakończeniu współpracy poprzedzona jest zwykle głębokim przemyśleniem i potrzebą niezależności. Dlatego nigdy nie będzie ona zaakceptowana. Przecież nie mamy prawa do niezależności, a nasze samodzielne myślenie było od dawna tłumione jako próba podważenia autorytetu… Takie odejście czyni z nas wroga. Niewyobrażalnego wroga… Jesteśmy przecież za młodzi, a do tego krnąbrni i niewdzięczni!
‘Nam to nic przeczekamy
A jak skończy jak ucichnie’
Od tego momentu jesteśmy buntownikami. Przecież podejmując decyzję wiedzieliśmy, że jeśli wcielimy ją w życie, nie będziemy mogli nawet spokojnie „kupić w sklepie cebuli, tak nas obsmarują”.
‘To wstaniemy otrzepiemy
klapy nasze rączki nasze
Żeby śladu nie zostało’
Chciałoby się, tak choć raz, w zgodzie…
‘Od początku zbudujemy
Miasta nasze domy nasze
Sprzęty nasze lampy nasze
Żeby wiatr miał czym kołysać’
