Trudno opisać jak bardzo ich nienawidził. Teraz czuł to wyraźnie. Czuł ten ogromny, niewyjaśniony żal. Do wszystkich, którzy sprawili, że uwierzył w siebie. Uwierzył, że jest wystarczająco DOBRY w tym co robi.
Nie stało się to tak z dnia na dzień. Dosyć długo bronił się przed słowami życzliwych mu ludzi. Nie wierzył im i miał się z tym dobrze. Miał wystarczającą motywację do ciągłej pracy nad sobą, do zaciskania zębów i mierzenia się z kolejnymi zadaniami. Robił to tylko dla własnej, tajemnej przyjemności. Nie potrzebował pochwał, czy też nagród. Wystarczała mu świadomość samodoskonalenia. To ona dodawała mu skrzydeł. Robił to, co kochał, próbował wszystkiego po trochu i opanowanie tego choćby w podstawowym stopniu nie sprawiało mu trudności. Nie robił sobie nic z niepowodzeń. To trochę dziwne, ale zupełnie się nimi nie przejmował. Można by pomyśleć, że pozbawiony był ambicji, że robił to wszystko dla siebie. Imponował im, więc go chwalili. Uważali go nie tylko za świetnego w tym co robi, ale również za wspaniałego, wartościowego człowieka. Nie kryli tego przed nim i to go zgubiło. Zaczął wierzyć.
Nie można tej wiary w siebie nazwać pychą. Był raczej skromny, choć wielu w jego sytuacji zachowywało się zupełnie inaczej. Po prostu zaczął wierzyć w siebie. Wierzyć, że to co robi, może mu zapewnić godziwą przyszłość, że nie będzie miał problemów ze znalezieniem pracy, utrzymaniem rodziny. Tak! Nawet zaczął myśleć o rodzinie, choć nigdy nie wpisywał jej do swoich planów na przyszłość. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie…
-Słuchaj! A kim ty masz zamiar być? Co będziesz robił, kiedy się ustatkujesz?
To pytanie pojawiło się w jego życiu odrobinę za późno. Jego szereg umiejętności, mimo że atrakcyjnych, nie pozwalał mu prowadzić statecznego życia. Nie mógł być prawnikiem, ekonomem, handlowcem, lekarzem. Nie nadawał się nawet na sprzedawcę hamburgerów… To pytanie uświadomiło mu, że jest raczej nikim… że nie założy rodziny, bo nie jest w stanie znieść świadomości, że mógłby jej nie utrzymać. Zdał sobie sprawę, że do końca życia będzie w biegu. Że nigdzie nie zagrzeje miejsca. Że będzie to robił za marne pieniądze…
Nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, jak ważna dla niego jest kasa. Wiecznie na garnuszku rodziców nie musiał się martwić o pieniądze. Po drodze załapał się też na jakieś stypendium, więc do tej pory żył raczej godziwie. Niczego mu nie brakowało…
I nagle go oświeciło. Znalazł drogę i sposób na rozwiązanie problemów, wyładowanie frustracji…
Został mordercą.
Napisane w człowiek, myśl, tekst | Otagowane własne | Brak komentarzy »