You are currently browsing the monthly archive for styczeń, 2008.

Znajomości zawierane ot tak, przez jeden uśmiech, spojrzenie, dobre słowo. Magiczne, piękne, tajemnicze…
I to jest ich największy urok. Są nieuchwytne jak marzenia. Osoba, której imienia nie pamiętam, nie mam jej numeru telefonu, ani żadnego innego kontaktu. Osoba, z którą potrafię rozmawiać w autobusie przez całą drogę do domu. O wszystkim i o niczym. Tak po prostu.
Szczerze i otwarcie.

Taka rozmowa oczyszcza, odświeża, daje do myślenia.

Dzieje się to tylko raz w tygodniu, nie co tydzień, bo tylko w jednym autobusie. Co ciekawe- nie wsiadam do niego z nadzieją spotkania tej osoby. Ona czasami jest, a czasem jej po prostu nie ma. Życie…

Takich znajomości chciałbym więcej. Chciałbym, by nie było to tylko ukradkowe spojrzenie rzucone na przystanku, łapczywie i chciwie łapane przeze mnie jak obietnica cudu. By taka znajomość nie przeradzała się w nic więcej. Nie rozwijała się. Trwała w stanie hibernacji, rozmrażana tylko na te parę chwil. Byśmy znikali sobie z myśli zaraz po pożegnaniu.

Wiem, że to prawie niemożliwe. Dlatego cieszę się tą jedną… mistyczną…

Medice…

… nikt tego tak do końca nie rozumiał. Nikt nie mógł pojąć, że On potrafi tak po prostu się odciąć. Że czasami musi się uwolnić…

Początkowo tolerowali to bez problemu. Przecież nie robił tego zbyt często, zawsze wracał uśmiechnięty, radosny, pełny sił do dalszego działania. Przecinanie wszystkich krepujących sznurów, odzyskiwanie wolności z daleka od ulicznego zgiełku, od bliskich i tych nieco dalszych, od codzienności pozwalało mu sprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Początkowo tolerowali…

Niewielu zwróciło uwagę, że zaczął robić to coraz częściej. Że ilość tych „wypadów” wzrastała właściwie z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień. Tym, którzy to zauważyli, stopniowo przestał się podobać ów „autsajderyzm”. Potrzebowali Go, ponieważ przyzwyczaili się do tego, że był. Że mogli na niego liczyć, że ich wspierał, zawsze potrafił rozwiązać problem, znaleźć wyjście z sytuacji. Za to go kochali…

...cura te…

Nikt nie jest niezastąpiony. W momencie, kiedy przestał być, a tylko bywał blisko, znajdowali innych. Niezawodnych. A On powoli znikał w cieniu. Zapominali. Kto nie zapomniał, lub nie znalazł zastępcy, musiał cierpieć. Tych kilku osób żal Mu było najbardziej. Wiedział, że albo je zostawi, albo się wyczerpie i już na zawsze zabraknie mu sił by nieść swoją misję światu.

Nie za bardzo zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka ciąży na nim odpowiedzialność. Brał we własne ręce losy innych ludzi, wyjaśniał im życiowe zakręty, wskazywał drogę, przenosił przez rwące rzeki problemów tak, by mogli dotknąć drugiego brzegu suchą stopą. Poświęcał się.

Każde takie poświęcenie kosztowało go niesamowitą ilość energii. Dopóki był młody, a tobołek Jego osobistych doświadczeń lekki, robił to bez większych problemów. Czerpał siły z własnej młodości i tylko od czasu do czasu regenerował je w ciszy i skupieniu. Wraz z procesem starzenia i nabierania doświadczeń, coraz więcej sił poświęcał na wydobywanie samego siebie z różnorakich bagien. Nie potrafił znieść tego, że zaniedbywał potrzebujących, dlatego coraz częściej uciekał, by doładować się, wrócić i „zrobić swoje”. I tak na okrągło…

Po pewnym czasie postanowił przestać dbać o siebie. Po prostu brnął w kłopoty nic sobie z tego nie robiąc. Był szczęśliwy że wreszcie odzyskał dawne siły, że mógł robić to co potrafił najlepiej. Że był.

Nie przeszło mu nawet przez myśl, ze w ten sposób może zrobić coś złego. Porzucając samego siebie, nie zdawał sobie sprawy, ze nie jest tak zupełnie sam, że porzucił Kogoś jeszcze. Nie miał pojęcia.

Dopiero kiedy zobaczył te piękne, urzekające i zawsze żywe… zapłakane, zrozumiał.
Nieco za późno…

...ipsum!
“Owszem. Wybaczyłem. Wybaczę raz drugi i trzeci i… jak myślisz – na ile wystarczy mi sił? Kiedy to się skończy? Jak długo można nadużywać mojego zaufania? Czy myślisz, że będzie tak jak kiedyś? Że to nie zostawi po sobie żadnych znaków?”

Niewypowiedziane słowa. Zabrakło okazji, odwagi… może to dlatego, że nie lubię pytania: „ale… o co chodzi?”.
Może tak po prostu…Nie wiem, jak długo wytrzymam? Jak długo jeszcze będę się uśmiechał? Udawał, że nic się nie stało, że wszystko w porządku, że jest Ok…Wybaczam. Może trochę zbyt często… ale nie potrafię inaczej. To taka moja nieuleczalna przypadłość. A może strach? Bo jeśli nie wybaczę, to stracę na zawsze… i już nigdy nie będzie tak jak kiedyś…

Co prawda- nie jest. Każda mała rana, poszerza tę jedną, dużą. Wzmaga krwawienie, drażni nerwy, boli. I jakby nie było- nie jest jak dawniej. Bo zapomnieć, tak do końca, się nie da. Możliwe, że kiedyś, po latach, kiedy wszystko się zagoi, ta poważna (teraz) sprawa stanie się tak błacha, że będziemy się z niej śmiać. Ale nie zapomnimy…

Więc to jednak nie strach. Tylko, co?

Muszę przyznać, że z czasem, zaczynam czuć coraz większą pogardę. Do nich, tych raniących, szarpiących zaufanie. Jestem coraz wyżej, ufam coraz mniej… patrzę z krzywym uśmiechem na próby odkupienia win… odczuwam z tego powodu niezmierną satysfakcję. Rządzę, miotam gorzkie słowa, odpycham… odpycham?

Mam w sobie coś z dyktatora. Nigdy wcześniej nie miałem o tym pojęcia, ale zauważyłem, że uwielbiam mieć władzę. Być panem sytuacji. Dyktować warunki, walczyć… Nie znoszę sprzeciwu. Zresztą- mało kto do tej pory odważył się na sprzeciw…

zły…


„… był dobrym człowiekiem. Tylko w swoim życiu ciągle spotykał złych ludzi…”

P.S. Strasznie duzo zadaję pytań, prawda?

Ach… to moje przywiązanie do świata materialnego… właściwie jego zupełny brak.
Bo tak na zdrowy rozum: po co mi pieniądze, dokumenty, portfel?Byliśmy głodni, więc poszliśmy ze znajomymi coś zjeść. Sytuacja właściwie normalna. Nic nadzwyczajnego. Także kiedy sięgnąłem po portfel i nie zastałem go w kieszeni, nie byłem zdziwiony:
-pewnie jest w torbie…
Nie było.-Co zamawiasz?
-Nie mam portfela
-To nic. Ja ci pożyczę…
-Nie mam portfela!
-No nie rób sobie jaj!
-Ale naprawdę. Zginął mi portfel!
Nie mam pojęcia, czy został ukradziony, czy go zgubiłem? Zresztą nieważne. Na pewno zmienił właściciela. Najdziwniejsze w tej sytuacji jest to, że zupełnie się nie przejąłem. Nic a nic. Spłynęło to po mnie jak po kaczce (wiem, ze niestosowna metafora, ale tak było). Podejrzewam, że gdyby stało się to komukolwiek z mojego otoczenia, czułbym się o wiele gorzej…Możliwe, że po prostu się uodporniłem. Uodporniłem na własne krzywdy. Bo z perspektywy czasu i doświadczeń, to ten portfel to małe piwo…Bardzo budująca jest myśl, że ową materię mógł znaleźć ktoś, kto potrzebował pieniędzy bardziej ode mnie. Może jakaś matka- samotnie wychowująca dzieci, ojciec- ciężko pracujący na każdy grosz, głodny bezdomny, sierota…mogliby odesłać przynajmniej dokumenty…P.S. W ciągu ostatnich trzech dni, w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła także para skarpetek.
Śpiwór został w autobusie sieciowym Gliwice-Toszek. Wypadł mi z ręki i nie zdążyłem po niego wrócic.
Mama coś wspominała o zaginionym ręczniku, ale zaręczam, że nie mam z tym nic wspólnego.
Czyżby wszystko ode mnie uciekało?
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech zamelduje…

“I kiedy przychodzi ów dzień, jeden jedyny w życiu, gdy okazja do wejścia na pokład marzeń zrealizowanych staje przed nami pod postacią pięknej nagiej kobiety, uśmiechniętej kusicielsko, na pustym wybrzeżu wyczarowanym przez Franza Radziwilla, a obok czeka kuter… Kobieta podchodzi do nas, wyciąga swoje atłasowe dłonie i zaczyna rozpinać; nam koszulę, rozbiera nas, zanurza nam paznokcie we włosy, czule, jak gdyby jej palce utoczone były z namagnetyzowanego słońca, i chce nas wessać w siebie, zacierając wszystkie inne obrazy. Ale kiedy już nic nie okrywa naszej nagości, raptownie rozluźnia uścisk, patrzy z pogardą i odchodzi ze wstrętem. Na różowym piasku rysuje się ostro cień naszej sylwetki i widać wyraźnie, że jest to sylwetka eunucha. Kiedy podniesiemy zwieszoną głowę, jej już nie będzie, tylko daleko na horyzoncie majaczy biały żagiel odpływającego kutra, a samolot naszych fantasmagorii pikuje w morze, ciągnąc za sobą czarny welon wstydu.
- Wiesz, taki kuter…”

(Waldemar Łysiak. “MW”. Sala VII. Kuter)
A Ty?  Co zrobisz, gdy Twe marzenia zaczną się realizować?
Czy na pewno tego chcesz?

ja:

Patrzący trochę zbyt z boku. Czasem nieobecny. Amator teatru, amator muzyki, amator literatury, amator myślenia. Amator.
omlk@o2.pl

Statystyka

  • 5,889
Add to Technorati Favorites

Na bieżąco.

  • "jeśli jesteś dziewicą i masz już tego dosyć, zadzwoń..." TVN pokonuje wszystko ;] 22 hours ago
  • podbijanie ceny własnego towaru na aukcjach, to z pewnością sprawdzony i skuteczny sposób na zwiększenie zysku. straciłeś klienta właśnie!!! 3 weeks ago
  • lampka wina jako sposób na rozstanie się z minionym tygodniem? 3 weeks ago
  • jestem ciekaw co na to wszyscy, trąbiący wszem i wobec o ociepleniu klimatu? .cholernie zimno. a to dopiero październik. 3 weeks ago
  • tak się stało, że z dniem wczorajszym dołączyłem do grona potencjalnych dawców organów ;] 1 month ago