bo czasem tak masz…
zaczynasz poznawać coś, o czym dotąd nie chciałeś nawet słyszeć. Czego wspomnienie budziło w Tobie wstręt i odrazę. Co było dla Ciebie “pożywką dla ciekawskich, zatraceniem, maskowaniem osobowości, ucieczką od prawdy i rzeczywistości”.
I nagle, tak zupełnie niespodziewanie zaczyna Ci się to podobać. I już nie widzisz tylu wad (właściwie je ignorujesz, lub zagłuszasz w głowie, bo to one spać Ci po nocach nie dają), nie dostrzegasz tak wielu zagrożeń wypływających z tego niczym nieskrępowanego odkrywania się. Mimo, że działasz pod pseudonimem i nie masz odwagi podpisać się własnym imieniem i nazwiskiem, potrafisz spojrzeć w lustro.
Bo tak naprawdę to, co robisz usprawiedliwia samo siebie. Bo to nie dla zaspokojenia twojego ego, tylko do wyższych celów. Bo bądź, co bądź Tobie to do niczego niepotrzebne, ale innym tak.
A ja się pytam: kogo chcesz tym oszukać?