Ach… to moje przywiązanie do świata materialnego… właściwie jego zupełny brak.
Bo tak na zdrowy rozum: po co mi pieniądze, dokumenty, portfel?Byliśmy głodni, więc poszliśmy ze znajomymi coś zjeść. Sytuacja właściwie normalna. Nic nadzwyczajnego. Także kiedy sięgnąłem po portfel i nie zastałem go w kieszeni, nie byłem zdziwiony:
Bo tak na zdrowy rozum: po co mi pieniądze, dokumenty, portfel?Byliśmy głodni, więc poszliśmy ze znajomymi coś zjeść. Sytuacja właściwie normalna. Nic nadzwyczajnego. Także kiedy sięgnąłem po portfel i nie zastałem go w kieszeni, nie byłem zdziwiony:
-pewnie jest w torbie…
Nie było.-Co zamawiasz?
-Nie mam portfela
-To nic. Ja ci pożyczę…
-Nie mam portfela!
-No nie rób sobie jaj!
-Ale naprawdę. Zginął mi portfel!
-Nie mam portfela
-To nic. Ja ci pożyczę…
-Nie mam portfela!
-No nie rób sobie jaj!
-Ale naprawdę. Zginął mi portfel!
Nie mam pojęcia, czy został ukradziony, czy go zgubiłem? Zresztą nieważne. Na pewno zmienił właściciela. Najdziwniejsze w tej sytuacji jest to, że zupełnie się nie przejąłem. Nic a nic. Spłynęło to po mnie jak po kaczce (wiem, ze niestosowna metafora, ale tak było). Podejrzewam, że gdyby stało się to komukolwiek z mojego otoczenia, czułbym się o wiele gorzej…Możliwe, że po prostu się uodporniłem. Uodporniłem na własne krzywdy. Bo z perspektywy czasu i doświadczeń, to ten portfel to małe piwo…Bardzo budująca jest myśl, że ową materię mógł znaleźć ktoś, kto potrzebował pieniędzy bardziej ode mnie. Może jakaś matka- samotnie wychowująca dzieci, ojciec- ciężko pracujący na każdy grosz, głodny bezdomny, sierota…mogliby odesłać przynajmniej dokumenty…P.S. W ciągu ostatnich trzech dni, w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła także para skarpetek.
Śpiwór został w autobusie sieciowym Gliwice-Toszek. Wypadł mi z ręki i nie zdążyłem po niego wrócic.
Mama coś wspominała o zaginionym ręczniku, ale zaręczam, że nie mam z tym nic wspólnego.
Czyżby wszystko ode mnie uciekało?
Śpiwór został w autobusie sieciowym Gliwice-Toszek. Wypadł mi z ręki i nie zdążyłem po niego wrócic.
Mama coś wspominała o zaginionym ręczniku, ale zaręczam, że nie mam z tym nic wspólnego.
Czyżby wszystko ode mnie uciekało?
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech zamelduje…
Podoba mi się twój blog. Dodam go do ulubionych, jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko?