na kredyt
styczeń 27, 2008 autor omlk
Może tak po prostu…Nie wiem, jak długo wytrzymam? Jak długo jeszcze będę się uśmiechał? Udawał, że nic się nie stało, że wszystko w porządku, że jest Ok…Wybaczam. Może trochę zbyt często… ale nie potrafię inaczej. To taka moja nieuleczalna przypadłość. A może strach? Bo jeśli nie wybaczę, to stracę na zawsze… i już nigdy nie będzie tak jak kiedyś…
Co prawda- nie jest. Każda mała rana, poszerza tę jedną, dużą. Wzmaga krwawienie, drażni nerwy, boli. I jakby nie było- nie jest jak dawniej. Bo zapomnieć, tak do końca, się nie da. Możliwe, że kiedyś, po latach, kiedy wszystko się zagoi, ta poważna (teraz) sprawa stanie się tak błacha, że będziemy się z niej śmiać. Ale nie zapomnimy…
Więc to jednak nie strach. Tylko, co?
Muszę przyznać, że z czasem, zaczynam czuć coraz większą pogardę. Do nich, tych raniących, szarpiących zaufanie. Jestem coraz wyżej, ufam coraz mniej… patrzę z krzywym uśmiechem na próby odkupienia win… odczuwam z tego powodu niezmierną satysfakcję. Rządzę, miotam gorzkie słowa, odpycham… odpycham?
Mam w sobie coś z dyktatora. Nigdy wcześniej nie miałem o tym pojęcia, ale zauważyłem, że uwielbiam mieć władzę. Być panem sytuacji. Dyktować warunki, walczyć… Nie znoszę sprzeciwu. Zresztą- mało kto do tej pory odważył się na sprzeciw…
zły…
„… był dobrym człowiekiem. Tylko w swoim życiu ciągle spotykał złych ludzi…”
P.S. Strasznie duzo zadaję pytań, prawda?