(nie)znajomi
styczeń 28, 2008 autor omlk
Znajomości zawierane ot tak, przez jeden uśmiech, spojrzenie, dobre słowo. Magiczne, piękne, tajemnicze…
I to jest ich największy urok. Są nieuchwytne jak marzenia. Osoba, której imienia nie pamiętam, nie mam jej numeru telefonu, ani żadnego innego kontaktu. Osoba, z którą potrafię rozmawiać w autobusie przez całą drogę do domu. O wszystkim i o niczym. Tak po prostu.
Szczerze i otwarcie.
Taka rozmowa oczyszcza, odświeża, daje do myślenia.
Dzieje się to tylko raz w tygodniu, nie co tydzień, bo tylko w jednym autobusie. Co ciekawe- nie wsiadam do niego z nadzieją spotkania tej osoby. Ona czasami jest, a czasem jej po prostu nie ma. Życie…
Takich znajomości chciałbym więcej. Chciałbym, by nie było to tylko ukradkowe spojrzenie rzucone na przystanku, łapczywie i chciwie łapane przeze mnie jak obietnica cudu. By taka znajomość nie przeradzała się w nic więcej. Nie rozwijała się. Trwała w stanie hibernacji, rozmrażana tylko na te parę chwil. Byśmy znikali sobie z myśli zaraz po pożegnaniu.
Wiem, że to prawie niemożliwe. Dlatego cieszę się tą jedną… mistyczną…