You are currently browsing the monthly archive for czerwiec 2008.

Agnieszka pisała: „Ten dom nie dał się lubić, ale mieszkanie było fajne. Zresztą i ja nie cierpiałam tej rudoburej kamienicy na rogu nieszczęść na Ochocie. Marek nie cierpiał tam wracać i nie cierpiał być sam. Z lęku przed samotnością, bywało, wałęsał się całymi nocami po mieście. Nie zastukał jednak do tylu drzwi damskich i męskich, które na niego czekały. To po to, żeby sobie dołożyć. A także i dlatego, żeby rano móc fenomenalnie się żalić nad samotnie przewałęsaną nocą. A kiedy całkiem się już zmiękczył, to błyskał humorkiem w pacholęcym oku i po raz setny opowiadał, że dobrnął wreszcie na Częstochowską, ale lękał się wchodzić na piętro. Zastukał więc do dozorcy, a dozorca otworzył mu i bez słowa zaprosił do wspólnego legowiska. I spał Mareczek u dozorcy w nogach, z dozorcą, jego żoną i ich dziećmi. << Spaliśmy z dozorcą przytuleni jak kocięta- rozumiesz? Jak kocięta>>. Powtarzał w kółko. Oj, śmiesznie było. Śmiesznie i straszno. Marek chciał mieć katastrofę i Marek przyciągał katastrofę. Zostawiał za sobą ruiny i zgliszcza, stęsknione psy, porzucone dziewczyny, ogłupiałych przyjaciół, spienionych urzędników i ryczał: << O wy, wy, co wyście mi zrobili! >>
Marek powtarzał: << Jestem wrakiem. Wrak. Wrak. Agusiu. Wrak >>. Ten refren powtarzał się częściej niż inne. Marek był wrakiem, bo chciał być wrakiem, to znaczy grał wraka, grał we wraka. Twierdził, że jest wrakiem, ponieważ życie zadaje mu niezliczone tortury fizyczne i psychiczne. Był chory na białaczkę, tułał się po więzieniach itd. Tyle opowieści, ilu przyjaciół.
Nie ma tak, żebyśmy w nic nie grali. Ptaki się przebierają, słonie się wdzięczą, jelenie ryczą, Polacy polaczkują. Gdyby ludzie nie przedstawiali i nie grali, nie przyszłoby nam do głowy ich opisywać. Niektórzy odgrywają lepsze komedie niż te, które o nich piszą…”

Jako, że od kilku dni cała Polska z niepokojem obserwuje poczynania swojej reprezentacji na imprezie masowej zwanej „Euro 2008”, która odbywa się w Austrii i Szwajcarii, napiszę o tym parę słów.

Niesamowite jest podejście Polaków. Ludzie, którzy na co dzień najchętniej wydłubaliby sobie oczy, teraz ramię w ramię wykrzykują hasła zagrzewające do boju. Okna przybrane są naszymi narodowymi barwami, w większych miastach ustawione są telebimy, aby można było pokibicować wspólnie, grupowo. Przekrzykiwać się nawzajem manifestując swój patriotyzm i przywiązanie do narodu. By poczuć atmosferę, nastrój, podniecenie sportem.

Brakuje nam zwycięstw. Nam, Polakom potrzeba osiągnięć na miarę wygranych Małysza. Potrzebujemy czegoś, co pozwoli nam być dumnymi ze swojej narodowości.. Czegoś, co wyróżni nas spośród innych krajów. Chcemy, choć raz poczuć się lepsi od innych. Sport, bez wątpienia, niesamowicie łączy ludzi.

Ale jakże to łatwo i jak wybiórczo? Jak łatwo odwrócić się i skrytykować grę piłkarzy? Jak łatwo wyrazić zgodę na przyjęcie obywatelstwa polskiego przez osobę, która w kraju przebywa niedługo, ale może nam pomóc? Jak łatwo będzie zrezygnować ze współpracy z tą osobą(raz już podobną historię przerabialiśmy)…? Jak łatwo przymknąć oko na to, że jedyną, jak dotąd, bramkę na mistrzostwach strzelił dla reprezentacji ów właśnie polski Brazylijczyk? Czy nie powinniśmy się wstydzić, że sami tak nie potrafimy? Jak łatwo dopingować Polaków w dziedzinie spektakularnej, w której odnoszą jakieś sukcesy? Jak łatwo się z nimi utożsamiać?..
Kilka pytań jeszcze można by zadać…

Tak, więc drogi Rodaku!
Niewątpliwie piękne są nasze zrywy narodowościowe i umiejętność łączenia sił, kiedy trzeba. Szlachetne i ogromne przywiązanie do tego kraju. Bezinteresowna miłość do wszystkiego, co ochrzczone mianem „Polska”. Dumni jesteśmy ze swojej przynależności narodowej, ale już niedługo trzeba będzie wracać do domu…

…na „wyspy”.

Ale ze świadomością spełnionego obywatelskiego obowiązku…

Kolejna porcja doświadczeń zebrana za sprawą życzliwych mi ludzi. Doświadczenia, które choć były ciężką pracą, pozwoliły dotknąć pewnego misterium. Zajrzeć tam, gdzie nie ma dostępu przeciętny obserwator. Być obecnym, poznać z drugiej strony. Co więcej, umożliwiły tworzyć to wespół z Nimi. I mimo że piekielnie zmęczony, mimo że w środku nocy (właściwie nad ranem), w półmroku, po całym dniu pracy- wracałem szczęśliwy i pełen pozytywnych emocji.

Sobota była niczym zajrzenie małego dziecka pod płaszcz magika, niczym krótkie uczestnictwo w pokazie magii, niczym kulisy snu…

Dzień później, już z innymi ludźmi, w innej atmosferze, w innych okolicznościach, sprawiliśmy, że kilka(naście/dziesiąt) dzieciaków bawiło się świetnie.

Kiedy wracam myślą do tamtych dni, czuję niesamowitą satysfakcję… a do pełni szczęścia zabrakło mi tam tylko jednej osoby. Niestety jej obecność nie była możliwa, ale już niedługo… =]

P.s. Całkiem prawdopodobne, że rozpoczyna się pewien etap, cykl notek dotyczących mojej osoby bardziej bezpośrednio niż większość dotychczasowych publikacji. Tym samym mogę stracić resztki obiektywizmu… Pożyjemy- zobaczymy.

ja:

Patrzący trochę zbyt z boku. Czasem nieobecny. Amator teatru, amator muzyki, amator literatury, amator myślenia. Amator.
omlk@o2.pl

Statystyka

  • 6,261
Add to Technorati Favorites

Na bieżąco.

  • "Mogę być ostatnim smsem, który czytasz. Nie lekceważ szansy jaką dał Ci los. Wyślij TAK..." mam się bać? groźby są karalne, prawda? 3 weeks ago
  • toż to przecież zwykła manipulacja była... 3 weeks ago
  • w celu ograniczenia do minimum korzystania z komputera jako czynności zbyt czasochłonnej, jakiś czas temu założyłem sobie nianię. nie działa 3 weeks ago
  • "jeśli jesteś dziewicą i masz już tego dosyć, zadzwoń..." TVN pokonuje wszystko ;] 4 weeks ago
  • podbijanie ceny własnego towaru na aukcjach, to z pewnością sprawdzony i skuteczny sposób na zwiększenie zysku. straciłeś klienta właśnie!!! 1 month ago