Kolejna porcja doświadczeń zebrana za sprawą życzliwych mi ludzi. Doświadczenia, które choć były ciężką pracą, pozwoliły dotknąć pewnego misterium. Zajrzeć tam, gdzie nie ma dostępu przeciętny obserwator. Być obecnym, poznać z drugiej strony. Co więcej, umożliwiły tworzyć to wespół z Nimi. I mimo że piekielnie zmęczony, mimo że w środku nocy (właściwie nad ranem), w półmroku, po całym dniu pracy- wracałem szczęśliwy i pełen pozytywnych emocji.

Sobota była niczym zajrzenie małego dziecka pod płaszcz magika, niczym krótkie uczestnictwo w pokazie magii, niczym kulisy snu…

Dzień później, już z innymi ludźmi, w innej atmosferze, w innych okolicznościach, sprawiliśmy, że kilka(naście/dziesiąt) dzieciaków bawiło się świetnie.

Kiedy wracam myślą do tamtych dni, czuję niesamowitą satysfakcję… a do pełni szczęścia zabrakło mi tam tylko jednej osoby. Niestety jej obecność nie była możliwa, ale już niedługo… =]

P.s. Całkiem prawdopodobne, że rozpoczyna się pewien etap, cykl notek dotyczących mojej osoby bardziej bezpośrednio niż większość dotychczasowych publikacji. Tym samym mogę stracić resztki obiektywizmu… Pożyjemy- zobaczymy.