You are currently browsing the monthly archive for lipiec 2008.
Krok po kroku mozolnie piąć się w górę, potykać o kamienie, przeklinać pod nosem, bezustannie iść… Z nadzieją patrzeć w górę myśląc, że już niedługo szczyt- ukojenie. Konać ze zmęczenia i bólu przeforsowanych mięśni…
Góry są miejscem, w którym myśli układają się klarowniej. Miejscem, gdzie można odnaleźć upragniony spokój, przeanalizować własne życie. Na szlaku zacieśniają się przyjaźnie, kształtują charaktery, wzmacniają braterskie więzi…
Tego właśnie chciałem. Po kilkudniowym deptaniu zboczy Beskidu Śląskiego, zakończonym bolesnym finałem w postaci ogromnych zakwasów, po zbieganiu ze zboczy Czantorii i leniwemu dreptaniu na autobus- czuję, że odpocząłem.
Czuję, że zrozumiałem.
Czuję, że wiem więcej o samym sobie…
Czuję, że mam nogi…
Otwarte na oścież okno i ciepła, letnia noc. Ten zapach…
Z każdym wdechem powraca spokój. Normalna kolej rzeczy. Przywołane wspomnienia potęgują wrażenie, że to już było, że ten stan przemija, że można dalej żyć, że tak naprawdę nic się nie zmieni.
I nieważne już odrzucenie, nieważny lęk i strach, nieważny brak akceptacji, odmienność.
Wszystko to jest tylko repetycją. Nic nowego.
Ach… ten lipiec.
Przeglądając zasoby sieci trafiłem w miejsce, którego powagi nie można przecenić. Miejsce, gdzie myśli rozpraszają się, jednocześnie będąc niezwykle jasne i klarowne. Miejsce gdzie budzą się wspomnienia. Gdzie wraca pamięć…
Momentalnie powróciły wszystkie niezadane pytania, stopiły się w jedno i uderzyły do głowy z ogromną siłą. Siłą, która wypchnęła poza wszystkie inne myśli i zmartwienia, która oczyściła wspomnienia…
Dlaczego tak bardzo boimy się śmierci? Czy opłakiwanie zmarłych nie jest zwykłym egoizmem? Przecież większość z nas wierzy w życie pozagrobowe! Wierzy, że naszym bliskim jest po śmierci lepiej! Czy to wszystko sprawa tęsknoty? Tęsknoty syna za matką, ojca za synem, żony za mężęm, przyjaciela za przyjacielem. Tęsknoty, która nie potrafi znieść bólu rozstania, która sprawia, ze rozrywa się serce. Ale przecież wystarczy pogodzić się z wiecznością. Każdy z nas, prędzej czy później umrze. Wierzymy, że spotkamy się z tymi bliskimi, których opłakiwaliśmy. Chcemy się z nimi spotkać, tak by już nic nas nie rozdzieliło…
…a jednak boimy się śmierci.
Tu trafiłem.
Jakoś poszło. Dużo stresu, strajkujące rekwizyty, problemy z ogniem, pęd i gonitwa, zaplątane linki, połamane kółka- potrzeba było ogromnego szczęścia, żeby to ogarnąć. Tak się złożyło, że i tym razem szczęścia nie zabrakło.
I to wszystko po to, by świdnicka publiczność mogła przeżyć to nesamowite uczucie, którego i ja doświadczyłem. Ciemna noc, kolorowe kryształy, piękne kostiumy, to wszystko odpowiednio oświetlone dało cudowny obraz. Tylko się zachwycić…
Jitgadal wejitkadasz szemeh raba.

