Tak. Lubię…
To miejsce gorzkiej zadumy, w które wracam raz po raz. Nie zważając na okoliczności- po prostu.
Górskie powietrze pozwala wyzwolić z siebie wszystkie skrępowane myśli, poukładać je, uporządkować. Godziny marszu utwierdzają świadomość możliwości własnego organizmu, nocne rozmowy koją…
I nic, że wrócą złe wspomnienia. Nic, że odnajdą się myśli, do których nie chciałoby się powracać, że znowu zaczną gnębić.
Pojadę po katharsis.
W ustronne miejsce.


1 comment
Comments feed for this article
styczeń 25, 2009 @ 6:40 pm
dana
Smutek ma ciężar, na którego miarę uszyta jest katharsis. I szkoda tylko, że nie sposób zgromadzić jej zapasów.
A nawiązując do tytułu, życzę abyś, przeglądając się we wspomnieniach, dostrzegł jakiś ich pozytywny aspekt – doświadczenia nas kształtują.