Tak. Lubię…

To miejsce gorzkiej zadumy, w które wracam raz po raz. Nie zważając na okoliczności- po prostu.
Górskie powietrze pozwala wyzwolić z siebie wszystkie skrępowane myśli, poukładać je, uporządkować. Godziny marszu utwierdzają świadomość możliwości własnego organizmu, nocne rozmowy koją…

I nic, że wrócą złe wspomnienia. Nic, że odnajdą się myśli, do których nie chciałoby się powracać, że znowu zaczną gnębić.

Pojadę po katharsis.
W ustronne miejsce.