You are currently browsing the monthly archive for marzec 2009.
Masz talent…
dajesz z siebie wszystko, bezustannie pracujesz nad sobą. Mnożysz go, nie zakopujesz. Nosisz go z dumą. Nie pozwalasz sobie na spoczywanie na laurach. Jest w Tobie pełno pokory. Wiesz, że musisz się jeszcze dużo nauczyć. Wybierasz drogę ciernistą. Drogę, na której wielokrotnie będziesz cierpiał, nieraz zabłądzisz. Drogę, z której pył na zawsze osiądzie na Twych stopach, będzie przypominał Ci przebyte kilometry, będzie dawał świadomość wykonanej pracy, własnych zasług. Jeżeli na tej drodze spotkasz innych ludzi, spodobasz się im i wniesiesz swoim świadectwem radość, może nowy sens. Może zamyślą się, uwierzą, że świat ten całkowicie jeszcze nie upadł… Ta droga przez krew, przez pot, przez łzy, przez wszelkie przeciwności… cokolwiek osiągniesz, będziesz miał prawo do bycia zadowolonym z samego siebie. Wszak osiągnąłeś to własnymi siłami!
albo
Masz talent…
doszedłeś już do satysfakcjonującego Ciebie etapu. Twoje umiejętności są na konkretnym poziomie. Teraz chcesz tylko je pokazać. Chcesz by Cię chwalili, chcesz się podobać. Chcesz mieć swoje kilka minut. Chcesz świecić. Wybierasz najłatwiejszą drogę. Będzie ona kosztować jedynie rezygnację z własnej osobowości, czyli niewiele. Wszak Twój talent i jego objawienie światu wart jest tego poświęcenia. Zresztą… pokazanie się i obiecana sława z pewnością je wynagrodzą.
A co potem? Pewnie nazwiesz się artystą. Pewnie niezależnym…
Nie da się ukryć, że pewne instytucje, programy wykorzystują odczuwaną przez szarych ludzi chęć sławy, do własnych celów. Podczas tych praktyk niejednokrotnie dochodzi do zagubienia jednostki w bezwzględnym świecie „show businessu”. Owszem, zdarza się czasem rzeczywista promocja wynosząca „artystę” na piedestał. Warto jednak zaznaczyć, że w tym procederze słowo „artysta” jest w pewnym sensie groteskowe. Prowadzi on do degradacji owego „artysty”. Z niezależnego podmiotu, staje się tylko przedmiotem. Produktem, mającym jedynie złudzenie twórczej wolności, który, w momencie kiedy nie przynosi określonych zysków, staje się bezużyteczny…
Nic za darmo.
Naprawdę tego chcesz?
hipertekstowo, to mój maleńki, prywatny projekt.
Powstał, jako pomysł na zabawę z tekstem. Jako odpowiedź, na rozwój mediów. Jako kontynuacja pewnych tradycji, które od pewnego czasu funkcjonują w sieci. Jako kolejny element samorozwoju.
Także- zapraszam do wspólnej zabawy.
Pamiętasz? Kiedy byłeś dzieckiem, Twoje życie układało Ci się w nienapisaną jeszcze baśń. Marzenia były banalne i piękne. Proste. I nie walczyłeś o władzę, o szacunek. Twój świat dzielił się na tych z którymi się bawiłeś, oraz na tych, z którymi się nie bawiłeś. Konflikty przysłaniające Ci świat, dotyczyły zabawek w przedszkolu… Twoje pierwsze miłości…
Pamiętam… ona mieszkała na sąsiednim osiedlu. Potrafiłem godzinami przesiadywać w osłoniętym miejscu, z którego miałem widok na fragment jej placu zabaw. Czekałem na nią. Czekałem, żeby zobaczyć, jak bawi się na trzepaku, albo gra w piłkę. Jak tworzy z koleżankami dom, jak skacze w gumę. Godzinami wyczekiwałem, żeby popatrzeć na nią przez kilka minut. I to było wtedy ważne!
Ha! Ale romantyk! Tak samo było, kiedy biegałeś z kolegami po krzakach, tworząc w nich „bazy”. Zbudowanie takiego miejsca kosztowało mnóstwo wysiłku i poświęcenia, i wcale nie było zabawą. Było punktem honoru. Tworzyliście naiwne plany i systemy obronne waszych maleńkich kryjówek, trzymaliście warty. Nie dopuszczaliście do nich nieproszonych gości. To były wasze, i tylko wasze królestwa.
Tak. Prowadziliśmy nawet lokalne, podwórkowe wojny. To musiało naprawdę ciekawie wyglądać- banda rozwrzeszczanych dzieciaków, waląca w siebie na oślep patykami, walcząca o stary fotel ukryty w krzakach. A jak ogromny był ból, kiedy jakaś grupa nastolatków zauważyła naszą „bazę” i wyżyła się niszcząc ją… jak gorzkie były wtedy łzy. Jednak nie mogliśmy dać za wygraną. Naszym zadaniem było znalezienie nowego, odpowiedniego miejsca na kryjówkę i zbudowanie wszystkiego od nowa. Inaczej nie mielibyśmy sensu. Cała nasza dotychczasowa praca, cała mała ideologia poszłyby na marne
Wiesz co? Ty wtedy naprawdę byłeś niezłomny… jak jest teraz?
…
„Barbarzyństwo zawładnęło w końcu kulturą. W cieniu tego wielkiego słowa rośnie nietolerancja z infantylizmem. Albo tożsamość kulturowa zamyka jednostkę w przynależności grupowej i odmawia jej pod karą zdrady prawa do wątpienia, ironii, rozumu, czyli wszystkiego co mogłoby ją oderwać od kolektywnej matrycy, albo przemysł rozrywkowy, ten płód wieku technologii, sprowadza twory umysłu do poziomu tandety. I życie z myślą powoli ustępuje miejsca strasznej i żałosnej konfrontacji fanatyka i zdechlaka”.
Bo widzisz, przyjacielu…
Jeżeli prowadzimy polemikę… Inaczej. Jeżeli ja skrytykuję, niekoniecznie słusznie, kogoś, kto dla Ciebie jest ważny. Kto być może jest Twoim bożyszczem, idolem i najwyższym punktem odniesienia. Jeżeli zarzucę mu brak pewnej cechy, względnie umiejętności, której ja sam również nie posiadam, i jeżeli Ty odgryziesz się, zarzucając mi brak czegoś, czego nie posiadasz -do niczego nie dojdziemy…
abstrahując- czy zauważyłeś, że kiedy jesteś tylko przedmiotem, a nie podmiotem, obrywa Ci się najmocniej?

