You are currently browsing the monthly archive for kwiecień, 2009.
Jestem jednym z tych ludzi, którzy zwykli robić wszystko „na ostatnią chwilę”. Kiedy terminy gonią, kiedy dzwonią telefony, a ludzie upominają się o swoje. Z jednej strony jest to konsekwencja ciągłego braku czasu, a z drugiej…
zauważyłem, że kiedy podejmuję się wykonania czegoś, zanim zbliży się termin, z którego powinienem się wywiązać, to jakoś nic nie wychodzi. Wtedy brak pomysłów, wtedy ogarnia znużenie, a kolejnego dnia pozostaje frustracja wywołana poczuciem zmarnowanego czasu.
Jeżeli jednak, biorę się za tę samą rzecz będąc przypartym do muru, praca idzie lekko, łatwo i szybko. Pomysły pojawiają się znikąd i zasilają umysł, a jeśli moim ostatecznym terminem był piątek, mail z gotową pracą zostaje wysłany w czwartek, o godz. 23.55.
O dziwo, system ten funkcjonuje dużo sprawniej niż mógłbym przypuszczać! =]
Ot, potrzebuję po prostu bata…
(może to wyjaśni jakoś niewielką częstotliwość wpisów)
Gwoli wyjaśnienia:
Są takie dni, kiedy człowiek czuje potrzebę pokazania komuś miejsca, w którym często bywa. Może to być ustronny zakątek w lesie, może to być dach , może piwnica, góra, park…
I ja ową potrzebę poczułem, dlatego powiększyłem znacznie ilość odnośników. Zapraszam!
Mam nadzieję, że osoby mieszkające pod podanymi adresami, nie poczują się urażone.
-Czy nie masz ochoty pójść za którąś z nich?
-Nigdy nie miałem.
-To po co to robisz?
-Może dla zasady… Moment poznania zniszczyłby wszystko.
-Przecież tu nic nie ma
-Mylisz się. Daję im coś niesamowitego. O czym będą pamiętać długo, czego wspomnienie będzie wywoływało w nich nieokreślone szczęście.
-Myślisz, że taką moc ma przypadkowy uśmiech?
-Nigdy nie jest przypadkowy. Dlatego to tak działa. Zawsze jest poprzedzony wpatrzeniem, nieśmiałą próbą. One zwykle zaczynają pierwsze, ja sprawiam wrażenie, jakbym nie do końca tego chciał, potem odpowiadam im i wtedy już wiedzą, że będą myśleć o moim uśmiechu jeszcze długo. Odbije się on na całym ich życiu.
-Czyli wygrywasz?
-To nie tak. To nie jest gra! Tu nie chodzi o walkę, raczej o uprzejme podporządkowanie. Uśmiechając się do mnie, ulega chwili napięcia. W zamian odpowiadam jej czymś, co sprawia, że nie wstydzi się swojej uległości. Jej uległość zostaje wynagrodzona.
-A potem odchodzi?
-Ale na zawsze zmieniona. Dowartościowana i pełniejsza. Zaintrygowana.
-Dużo ich było?
-Trzydzieści siedem. Pamiętam każdą z nich. Każdą z twarzy, które doprowadziłem do tego stanu.
-Nigdy nie uległeś?
-Raz. Była niesamowita. Wiele się od niej nauczyłem… Wiesz… szła po przeciwnej stronie ulicy, a jej spojrzenie dosłownie zatrzymało mnie w miejscu. Nie wstydzę się tego. Czasem zastanawiam się, czy to stało się naprawdę. Może była tylko projekcją, wzorem do którego powinienem dążyć. Miała blond włosy i cudowny uśmiech. Była ubrana w błękitną sukienkę i białe rajstopy. Jestem przekonany, że jej oczy były niebieskie.
-Często patrzysz w oczy?
-Za każdym razem.
-A co z tymi, z którymi byłeś?
-Największą ich wadą było to, że znałem ich imiona.
-Jesteś chory, wiesz…
Nie da się ukryć, że od kilku lat w sieci znajduje się serwis, który zdobył ogromną popularność wśród milionów Polaków. Nie da się ukryć, że serwis ten stal się ewenementem, że pomysł na jego stworzenie był przebłyskiem geniuszu twórcy, jednak…
W którym momencie oryginalna, autorska koncepcja ma w sobie jakąś oryginalność? Czy wtedy kiedy na masową skalę wykorzystuje cudze pomysły, dla zysku?
Na co komu ekspres do kawy z wbudowanym śrubowkrętem i wiertarką, oraz możliwością mycia naczyń?
Niedługo pewnie będzie tam można nawet blogować…
Wiem, że to błahostka, ale ruszyło mnie.

