You are currently browsing the monthly archive for maj, 2009.

Przyszedł dzień, kiedy powiedziałem ‘dość’. Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało, oraz nie pamiętam mojej argumentacji, jednak faktem jest, że ta decyzja odegrała ważna rolę w moim dalszym funkcjonowaniu w społeczeństwie. W społeczeństwie, które w większości nie wyobraża sobie życia bez zalewu kolorowymi obrazami. Życia bez politycznych afer i skandali, bez dźwięku ludzkich głosów, które nieraz brzmią nienaturalnie, oraz gardzą wszelkimi zasadami poprawnej wymowy, (nie mówiąc o bogactwie językowym). Społeczeństwie, które zapomniało o jakiekolwiek estetyce, które zgadza się na ciągłe obniżanie poziomu, które pozwala sobą manipulować.

Oczywiście zdarzało mi się czasem powrócić na chwile do tego świata. Jednak próby ponownego zaakceptowania go, ponownej zgody na rzeczywistość pokazaną przez pryzmat szklanego ekranu, musiały spełznąć na niczym. Bo to trochę tak, jakbym kolejny raz próbował uwierzyć w świat, jaki zaproponowała pani Rowling. Byłoby to chyba nieco zabawne…

I tak oto, bezlitosna selekcja odbieranego materiału doprowadziła mnie do stanu, w którym nie do końca wiem, co dzieje się na świecie, jaki serial jest obecnie najpopularniejszy, oraz która gwiazda zdobywa listy przebojów. Oczywiście, korzystanie z innych mediów pociąga za sobą kontakt z tymi zjawiskami kultury popularnej, jednak możliwość kontrolowania głębi tego kontaktu sprawia, że ledwo muskam temat.
Brzydzę się…

Ignorant?

Dwa tygodnie temu pisałem o GST i do tej pory ani słowa? Karygodne!

Do rzeczy. W stu procentach subiektywnie, bez naleciałości wynikających z opinii osób mądrzejszych ode mnie, które, jak się potem okazało, odczucia mają podobne, muszę powiedzieć, że zagubiłem się troszeczkę.
Bo rzeczywiście, profesjonalizm było widać. Z tym, że nie wiem, czy to zjawisko pozytywne…

Nie. Nie będę rozwodził się nad poszczególnymi spektaklami. Może kiedyś najdzie mnie myśl i ochota, aby uczynić kilka recenzji, jednak na chwilę obecną nie uważam tego za konieczne. Ważniejsza jest chyba próba określenia siebie w stosunku do owej Sztuki, której miałem okazję doświadczyć…

Bo wygląda na to, że dochodzimy do momentu, w którym teatr już za bardzo nie wie, co powiedzieć. W którym stał się bardziej formą, niż treścią.
Dobrze, że czasem potrafi wyratować się powrotem do tradycji. Odwołaniem do klasyków i korespondencją z nimi. Bo nowości wypadają raczej marnie.
Coraz mniejsze umiejętności?

A może po prostu w paru wypadkach zabrakło dobrego scenariusza? Może tekst, który w założeniu jest odkrywczy i obrazoburczy, i który staje się parodią samego siebie, jest winny takiemu stanowi rzeczy?
A może rzeczywiście trzeba założyć, że współczesny widz jest idiotą, który akceptuje tylko to, co „ładnie wygląda”?

Szkoda, że na ostatnie pytanie nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie.

Czas z kultury sobie zadrwić, czy z człowieka?

Zatrzaśnięte przed nosem drzwi. Dosłownie przed nosem. Tak, jakby kierowcę zbawić miały te trzy sekundy, których potrzeba by wsiąść do autobusu. I jeszcze złośliwy uśmieszek na ustach… Tak. Wyraźnie mu się podobało…

Zdaje się, że bardzo często ludzie mają potrzebę ukazania innym swojej władzy. Najczęściej nie należą oni do szczęśliwych, nierzadko są to ludzie sfrustrowani, tudzież niedocenieni. Rzadko mają dobre dni. Ten moment, w którym to oni decydują, musi być bardzo przyjemną odskocznią od codziennego życia, a chwila dominacji musi mieć w sobie coś podniecającego.

Myśl o potencjalnym pasażerze, który musi w deszczu czekać na następny autobus, albo pójść na piechotę, jest w gruncie rzeczy przyjemna i ciepła. Bo przecież tak bardzo pocieszająca jest świadomość, że on ma gorzej niż ja.

Chyba, że się mylę…

Zamyślił się między innymi nad tym, że w jego epileptycznych stanach była pewna krótka faza prawie tuż przed atakiem (jeśli tylko atak przychodził na jawie), kiedy nagle wśród smutku, ciemności duchowych i przygnębienia chwilami jakby rozpłomieniał się jego mózg i z niezwykłą mocą natężały się jednocześnie wszystkie jego siły witalne. Odczuwanie życia, uświadomienie sobie swojej jaźni wzrastały niemal dziesięciokrotnie w owych momentach, krótkich jak błyskawica. Umysł, serce, rozjarzały się niezwykłym światłem wszystkie wzruszenia, wszystkie wątpliwości, wszystkie niepokoje od razu jakby się uciszały, przechodziły w jakiś idealny błogostan, pełen jasnej, harmonijnej radości i nadziei, łączyły się z Najwyższym Rozumem i Ostateczną Przyczyną.

Niestety często okazuje się, że coś, co do tej pory było Ci zupełnie niepotrzebne, teraz jest niezbędne. I choć doskonale zdajesz sobie sprawę, że poradziłbyś sobie bez tego, że logicznie rzecz biorąc, strata tej rzeczy wcale nie zawaliłaby całego twojego świata, panicznie boisz się jej braku. Nagle stała się dla ciebie niesamowicie ważna. Owinęła cię sobie wokół palca. I nieważne czym jest. Ważne, że straciłeś niezależność (a właściwie jej resztki) i na jej odzyskanie być może nigdy nie starczy ci sił.
I chociaż istnieją bardziej niebezpieczne nałogi, warto zastanowić się, czy przypadkiem akurat ten nie marnuje większości twojego czasu.

P.S. Setny raz tutaj. Może jakiś mały szampanik?

ja:

Patrzący trochę zbyt z boku. Czasem nieobecny. Amator teatru, amator muzyki, amator literatury, amator myślenia. Amator.
omlk@o2.pl

Statystyka

  • 5,889
Add to Technorati Favorites

Na bieżąco.

  • "jeśli jesteś dziewicą i masz już tego dosyć, zadzwoń..." TVN pokonuje wszystko ;] 22 hours ago
  • podbijanie ceny własnego towaru na aukcjach, to z pewnością sprawdzony i skuteczny sposób na zwiększenie zysku. straciłeś klienta właśnie!!! 3 weeks ago
  • lampka wina jako sposób na rozstanie się z minionym tygodniem? 3 weeks ago
  • jestem ciekaw co na to wszyscy, trąbiący wszem i wobec o ociepleniu klimatu? .cholernie zimno. a to dopiero październik. 3 weeks ago
  • tak się stało, że z dniem wczorajszym dołączyłem do grona potencjalnych dawców organów ;] 1 month ago