W kontakcie z różnymi formami sztuki ulicznej, wypadło mi zatrzymać się przed rodzajem happeningowego street-artu, a szczególnie, przed jednym tego typu dziełem. Zwróciło ono moją uwagę bardzo bezpośrednim wyrażaniem opinii i demaskowaniem świata mediów. Były tam parafrazy popularnych haseł reklamowych, były groteskowe przedstawienia medialnych postaci, były ciemne kolory, odniesienia do Zaświatów. Była obnażona obłuda i brud.
Wydaje się, że dobrze się stało. Dobrze, że ktoś ma odwagę na bunt wobec kultury, która bardzo mocno zakorzeniła się w społecznej świadomości i którą społeczeństwo przyjęło niemalże bezkrytycznie.
Jednak obserwując tę sztukę, ten manifest skierowany do zwykłego ulicznego odbiorcy, ma się wrażenie, że jest to bunt raczej rozpaczliwy. Bunt wątpiący w swą słuszność.
Tak, jakby świadomość przesądzonej walki, odbierała siły.
A bywało odwrotnie.


No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu