You are currently browsing the monthly archive for lipiec 2009.
Tak naprawdę wszyscy jesteśmy jeszcze tak bardzo młodzi. Młodzi, niedoświadczeni, niedojrzali. Staramy się ukryć to, pod bujnym słownictwem, pod trudnymi wyrazami. Tłumaczymy się próbą dookreślenia. Nieatrakcyjnością codziennego języka.
Prostota nie jest w stanie wypowiedzieć naszych myśli, czyż nie?
Rzucamy na prawo i lewo niepotrzebne nikomu poglądy. Chcemy być dostrzeżeni, szanowani. Zachłystujemy się świeżo zdobytą, atrakcyjną dla nas wiedzą. Chcemy być, interesujący, tajemniczy, inteligentni. Chcemy wyrwać się codziennemu słownikowi, językowi, który w gruncie rzeczy nam się znudził…
Jak kolega zauważył, grafomanię uprawiamy.
Tak mi się wyrwało…
Kolejny raz, po zajmującym nieco czasu przeglądaniu tego, co w sieci zwie się blogosferą, odczuwam pewien niesmak. Wszelkie naprawdę wartościowe blogi, zdają się być ukryte pod grubą warstwą czegoś nieokreślonego. Trudno odnaleźć indywidualny pociągający język, jakieś dojrzałe przemyślenia, treści. Trudno odnaleźć człowieka, nieprzykrytego rozbuchaną i pustą emocjonalnością. Człowieka nie mającego ochoty na publiczne rozdrapywanie ran, tudzież innego rodzaju nadmierny ekshibicjonizm.
Może ktoś udowodni, że jest inaczej?
Proszę…
(Okazuje się, że do mojego języka przenika zwykle język tego, co aktualnie czytam. Stąd ta toporność dzisiaj…)
Tymczasem wracam do tradycyjnej literatury.
Od kilku tygodni, jako mieszkaniec poddasza, żyję w dosyć ciekawej sytuacji, która skupia się wokół przeprowadzanej właśnie wymiany pokrycia dachowego.
Zważając na dosyć wysokie temperatury, szczególnie odczuwalne ostatnimi czasy, przez większość dnia i nocy okna mam raczej otwarte, tudzież uchylone. Konsekwencją tego są: nieco wcześniejsze niż zwykle pobudki,( fundowane przez panów robotników), bardzo ograniczona intymność (jakby nie było, mam kogoś wciąż za oknem), oraz kilka nowych znajomości, gdyż jak się okazuje, panowie od wymiany dachów to całkiem porządne chłopy są!
Nie można im również zarzucić niekompetencji, zwłaszcza że ostatnie gwałtowne burze nie wyrządziły dachowi większych szkód nawet na odcinkach nie pokrytych jeszcze dachówką (obyło się bez zalań).
A do wszystkiego dochodzi jeszcze darmowe budzenie, o stałej porze. Wiertarką, wiercąca tuż nad głową….
…bo po co marnować tak cenne godziny dnia, na dosypianie?
To chyba tyle w kwestii: „co u ciebie?” ;]
Fala kultury popularnej zachodu, która nieprzerwanie zalewa nas od lat dwudziestu, już dawno przestała opierać się nadmiernej infantylizacji. Jej popularność opiera się w głównej mierze na najniższych szczeblach piramidy wartości, zakrawając czasem na absurd.
Opublikowany dziś w „Rzeczypospolitej” artykuł Jana Pospieszalskiego nie bez powodu wywołał małą burzę. Nic dziwnego, skoro stając w obronie dotychczasowego dorobku cywilizacji, sprzeciwił się on nieuchronnie nadciągającym coraz to nowym rewolucjom. Artykuł ma swoich obrońców i przeciwników, jednak nie mam zamiaru skupiać się tutaj na nagminnych przecież walkach piórem. Chcę dotknąć szczegółu. Szczegółu, który w całym tekście odgrywa moim zdaniem ogromną rolę i bezproblemowo może funkcjonować poza nim. Dlatego pozwolę sobie na takie przedstawienie tego fragmentu.
Pospieszalski pisze: „U podstaw rewolucyjnej ideologii tkwi pogląd, że jesteśmy zdeterminowani popędem.”*
Trudno zaprzeczyć temu poglądowi. Ba! Obecna kultura popularna na coraz to nowe sposoby usiłuje nam to udowodnić i utrzymać nas w przeświadczeniu o niepodważalności tej teorii. Kultura ta, bez zażenowania określa samą siebie kulturą wyemancypowanej seksualności. (No, może wyemancypowany to trochę za trudne słowo, ale chyba o to jej chodzi).
Read the rest of this entry »

