Fala kultury popularnej zachodu, która nieprzerwanie zalewa nas od lat dwudziestu, już dawno przestała opierać się nadmiernej infantylizacji. Jej popularność opiera się w głównej mierze na najniższych szczeblach piramidy wartości, zakrawając czasem na absurd.

Opublikowany dziś w „Rzeczypospolitej” artykuł Jana Pospieszalskiego nie bez powodu wywołał małą burzę. Nic dziwnego, skoro stając w obronie dotychczasowego dorobku cywilizacji, sprzeciwił się on nieuchronnie nadciągającym coraz to nowym rewolucjom. Artykuł ma swoich obrońców i przeciwników, jednak nie mam zamiaru skupiać się tutaj na nagminnych przecież walkach piórem. Chcę dotknąć szczegółu. Szczegółu, który w całym tekście odgrywa moim zdaniem ogromną rolę i bezproblemowo może funkcjonować poza nim. Dlatego pozwolę sobie na takie przedstawienie tego fragmentu.

Pospieszalski pisze: „U podstaw rewolucyjnej ideologii tkwi pogląd, że jesteśmy zdeterminowani popędem.”*
Trudno zaprzeczyć temu poglądowi. Ba! Obecna kultura popularna na coraz to nowe sposoby usiłuje nam to udowodnić i utrzymać nas w przeświadczeniu o niepodważalności tej teorii. Kultura ta, bez zażenowania określa samą siebie kulturą wyemancypowanej seksualności. (No, może wyemancypowany to trochę za trudne słowo, ale chyba o to jej chodzi).
Wydaje się, że Pospieszalski uczynił pewien drobny błąd, dający spore pole manewru rzeszom laików: otóż za bardzo uwierzył w autorytet Biblii, jako kodeksu moralnego, w dzisiejszym świecie. Błąd ten jest jednak wybaczalny, zwłaszcza że autor wydaje się doskonale zdawać sobie sprawę z upadku autorytetu owej księgi, a przytoczenie Jej przykładu – może nieco niezgrabnie- ubiera w żart.

Nie zmienia to faktu, że w polemice z pewnymi środowiskami, powołanie się na Biblię niewiele daje. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że żyjemy w kraju „zkatolicyzowanej- laicyzacji”. Co więcej- wchodzimy z coraz większym uporem w taką właśnie cywilizację. Cywilizację niewierzących, lecz praktykujących!

Do rzeczy- mam wrażenie, że odwoływanie się do szóstego przykazania przy próbie oświecenia moralnego jest pomysłem raczej wątłym. Upada, przy konfrontacji z przeciętnym człowiekiem, który coraz częściej tkwi w przeświadczeniu (dosyć zabawnym, zresztą), że Biblia, jako dzieło na niewiele zdało się w rozwoju kultury i cywilizacji europejskiej [sic!]. Pocieszającym jest, że przynajmniej niektórzy są w stanie docenić Jej walory literackie… (Zdaję sobie sprawę ze słabości tego poglądu w konfrontacji z domniemanymi czytelnikami „RP”, którzy zapewne są ludźmi światłymi ;]. Celowo uogólniam.)

Tutaj rodzi się pytanie: na co powołać się w tej „walce” (moralnej zapewne)?

Może spróbować wyłącznie intelektem?

Warto się zastanowić, czy w kontekście poglądu o determinacji popędem, ma jakiś sens łacińska nazwa człowieka: homo sapiens sapiens, w której dosyć ważnym szczegółem jest podwójne wykorzystanie przymiotnika sapiens (mądry, łac.). Człowiek podwójnie mądry? A może mądrość sugeruje myślenie?

I wychodząc od Kartezjańskiego „Cogito, ergo sum”, przyjmując, że myślenie jest warunkiem naszego bytu, bytu choć odrobinkę świadomego, można zadać pytanie- jak ma się popęd do myślenia?
Czy dając pierwszeństwo popędowi możemy określać się człowiekiem myślącym? W imię czego? Harmonii z naturą? Przecież wytworzona przez nas cywilizacja jest w swej istocie z naturą sprzeczna, a mimo to, nie odcinamy się od niej (dowodem jest chociażby czytanie tego tekstu. Czy samo czytanie jest naturalne? Czy naturalna jest technologia?). Skąd w nas ta niekonsekwencja?

Może gdyby to kierowanie się popędem było podparte jakąś myślą przewodnią, jakimś wytłumaczeniem oddzielającym człowieka od zwierzęcia. Jakimś „popęd, albo rozum, oto jest pytanie!” Ba! Gdyby chociaż było podparte hedonizmem, byłbym w stanie jakoś znieść tę ingerencję popkultury w życie społeczeństwa. Ale w tym nawet hedonizmu nie ma. A jeśli jest, to w formie tak zinfantylizowanej i ograniczonej, że nie zasługuje na miano myśli, że stał się śmieszny, co najmniej.

A może to wszystko na próżno?! Przecież tak naprawdę już dawno udowodniono, że myślenie się nie opłaca. Dużo łatwiej nie myśleć. I wystarczy wyjść na ulicę, wystarczy załączyć telewizor, nietrudno to dostrzec…

Spróbujmy nieco bardziej społecznie.

W jednym ze swoich esejów, Milan Kundera pisze: „O seksualnym życiu Kafki odważyłbym się powiedzieć jedno: erotyczne życie w jego czasach (życie niezbyt łatwe) niewiele przypomina dzisiejsze: dziewczęta nie rozpoczynały go przed wyjściem za mąż; przed kawalerem rysowały się tylko dwie możliwości: kobiety zamężne z dobrych rodzin lub łatwe kobiety z klas niższych; sklepikarki, służące i, oczywiście, prostytutki.”**

Na tym podłożu można spróbować wysnuć refleksję na temat miejsca kobiety w tej jakże filozoficznej (jak już wcześniej zauważyłem ;]) formie kulturowej, zwanej popularną. Emancypacja kobiet, która bez wątpienia była zjawiskiem pozytywnym i postępowym, doprowadziła do zgoła zabawnej sytuacji. Wolność seksualna, głoszona wszem i wobec przez inteligencję (feministyczną zwykle), doprowadziła do swoistego zacofania kulturowego. Otóż nawet w świecie bezklasowym społeczności musiały zachować autonomiczne, wyróżniające je statusy. Paradoksalnie, zwiększenie swobód kobiet, a zwłaszcza swobody seksualnej, postawiło stosujące się do tych zasad panie, na równi z kobietami, które Kundera określa jako „łatwe kobiety z klas niższych”. Co jest z jednej strony sprzeczne z postępową ideologią feministyczną, a z drugiej doskonale wpisuje się w schemat, w którym określiła się spora część tak zwanych „feministek”, traktujący feminizm tylko i wyłącznie jako równouprawnienie kobiet i pozwalający sobie, w wielu sytuacjach, na podstawienie kobiety w miejsce „kawalera”.

I w gruncie rzeczy, można by tak w nieskończoność. I możemy narzekać, mając sporo racji, że społeczeństwo niewykształcone, że bandę idiotów można wcisnąć w dowolny schemat myślenia, i możemy się śmiać, drwić, stawiać ponad tym, wchodzić pod to, obok, za… Możemy spróbować sprzeciwu, możemy się przyłączyć, możemy ten popowy system zgwałcić, opluć, sponiewierać. On i tak będzie się z tego cieszył…

„Panem et circenses!”- a niezorientowanym wujek google podpowie, że to nie jest cytat z Dody…

———————————-

* Jan Pospieszalski Gejowska ofensywa przyspiesza, Rzeczpospolita 07.07. 2009

** Milan Kundera Kastrujący cień wielkiego Garty, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996