You are currently browsing the monthly archive for wrzesień 2009.
-No, a teraz „Chłopów” przerabiamy… to jest tak bezdennie nudne, normalnie zasnęłam przy tym. Nawet nie przebrnęłam przez pierwszy tom.
-A o czym to jest?
-No o chłopach takich ze wsi…
-I komuś się chciało napisać o wieśniakach cały tom?
-No…
-Ty! A w ogóle, to kto to napisał?
-No ten… no… Żeromski!
-Aaa.. no to się nie dziwię że nudne, nigdy nie lubiłam Żeromskiego…
[sic!]
dodam, że to tegoroczne maturzystki z profilu humanistycznego ;]
Dumni jesteśmy, że nie ulegamy żadnemu zewnętrznemu autorytetowi, że mamy swobodę wyrażania swoich myśli i uczuć, i uważamy za sprawę przesądzoną, iż wolność ta niejako automatycznie gwarantuje nam naszą indywidualność. Tymczasem prawo do wyrażania myśli wyłącznie wtedy coś znaczy, kiedy jesteśmy zdolni mieć myśli własne; wolność od zewnętrznego autorytetu tylko wtedy jest trwałym nabytkiem, kiedy wewnętrzne warunki psychiczne pozwalają nam ukonstytuować naszą własną indywidualność. Czy osiągnęliśmy ten cel, a przynajmniej czy zbliżamy się do niego?
(…)
W dziejach nowożytnych autorytet Kościoła przejęło państwo, autorytet państwa zastąpiło sumienie, a w naszej epoce role tę objęła z kolei bezimienna władza zdrowego rozsądku i opinii publicznej jako narzędzi konformizacji. A że wyzwoliliśmy się spod dawnych jawnych autorytetów władzy, nie dostrzegamy, że staliśmy się ofiara nowych autorytetów. Staliśmy się automatami żyjącymi w złudzeniu, że są istotami rozporządzającymi własną wolą. Dzięki temu złudzeniu jednostka nie uświadamia sobie niebezpieczeństwa; ale na tym kończy się cała pomoc, jaką daje złudzenie. W istocie rzeczy “ja” jednostki ulega osłabieniu, na skutek czego czuje się ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Żyje w świecie, z którym straciła prawdziwą łączność, gdzie każdy i wszystko zostało zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stała się częścią zbudowanej własnymi rękami maszyny. Człowiek myśli, czuje i chce tak, jak mu się wydaje, że powinien myśleć, czuć i chcieć; w toku tego procesu zatraca swoje “ja”, bez którego nie ma prawdziwego bezpieczeństwa wolnej jednostki.
(…)
Tożsamość jednostki stanowiła już od czasów Kartezjusza największy problem nowożytnej filozofii. Dzisiaj przyjmujemy za pewnik, że my to my. Niemniej wątpliwości co do nas samych istnieją w dalszym ciągu, a może nawet wzrosły. Tym uczuciom współczesnego człowieka dał wyraz Pirandello w swoich sztukach. Zaczyna on od pytania: Kim jestem? Jaki mam dowód swojej tożsamości poza kontynuacja mojego fizycznego “ja”?
Odpowiedz jego nie jest – jak u Kartezjusza – afirmacja indywidualnego “ja”, lecz jego negacją; nie posiadam tożsamości, nie mam żadnego “ja” poza tym, które jest odbiciem tego, co inni chcą we mnie widzieć. Jestem takim, jakim mnie pragniesz…
maleńka perełka (klasyk?)
całość już zakupiłem. Za bezcen. Tylko trzeba znaleźć chwilkę na przetrawienie kątem… ;]
Na początku byli dla Ciebie wyjątkowi. Ciekawi, intrygujący, każdy z nich miał w sobie jakąś tajemnicę, coś co niesamowicie Cię fascynowało… każdy zapach, każde słowo, każdy strój zdradzał przed Tobą innego człowieka…
potem przyszły pierwsze konflikty. Starcia na różnych płaszczyznach. Początkowe zapatrzenie ustępowało realnej ocenie sytuacji. Zaczęły ujawniać się wady, przykryte dotychczas otoczką pierwszego wrażenia, zaczęły się zgrzyty…
wreszcie dojrzałeś do sytuacji, w której pozwalasz sobie na wybór. Na odrzucenie pierwotnych fascynacji, na chłodną kalkulację zysków i strat, a wreszcie na kontrolowaną oziębłość bądź życzliwość…
Jak będzie jutro?
Byli tam Tatarzy, byli Kozacy Chmielnickiego. Byli Szwedzi, Polacy, Rosjanie, Litwini.
Zawarto tam unię między katolikami a prawosławnymi. Podpisano dwa traktaty pokojowe.
Przetrzymywano więźniów politycznych, takich jak Witos, Barlicki, Dubois…
A teraz pojedziemy tam my. Nie wpisując się w żadną z historycznych opowieści o tym miejscu…
Wschód. Bug.
Kto wie, może spalona plastikowa szyba z przystanku na Nowym Świecie to wynik próby udowodnienia tej teorii?

